"Żyjemy tak jak śnimy – samotnie."
Przeszłam przez ogromny tłum tańczących, podskakujących i drących się na całą salę nastolatków. Ciemność ogarniająca cały hol była poprzetykana niewielkimi strumieniami światła padającego z licznych lamp zawieszonych pod wysokim sufitem. Całość zwieńczona była dymem powstających z maszyn stojących przy ścianach i z licznych papierosów, przez co widać było niewiele i to najwyżej na jakieś dwa metry wokół siebie. Z głośników pobrzmiewała głośna muzyka z mocnym bitem, przez którą całe ciało drżało od środka. Już trzeci raz pod rząd słyszałam tą samą piosenkę, zapewne DJ w ogóle nie interesował się sprzętem. Żadna z tych rzeczy jednak nie miała wpływu na powodzenie lub też niepowodzenie tej misji. Ona musiała się udać. Musiałam przejść przez to pomimo niedogodności.
Przeszłam przez ogromny tłum tańczących, podskakujących i drących się na całą salę nastolatków. Ciemność ogarniająca cały hol była poprzetykana niewielkimi strumieniami światła padającego z licznych lamp zawieszonych pod wysokim sufitem. Całość zwieńczona była dymem powstających z maszyn stojących przy ścianach i z licznych papierosów, przez co widać było niewiele i to najwyżej na jakieś dwa metry wokół siebie. Z głośników pobrzmiewała głośna muzyka z mocnym bitem, przez którą całe ciało drżało od środka. Już trzeci raz pod rząd słyszałam tą samą piosenkę, zapewne DJ w ogóle nie interesował się sprzętem. Żadna z tych rzeczy jednak nie miała wpływu na powodzenie lub też niepowodzenie tej misji. Ona musiała się udać. Musiałam przejść przez to pomimo niedogodności.
-Co robisz! – warknęłam przekrzykując hałas i odpychając
jednocześnie chłopaka, który wpadł prosto na mnie.
-Sorry laleczko! – odparł przechodząc chwiejnym krokiem
do jakiejś dziewczyny, która najwidoczniej również nie była zachwycona jego
przybyciem.
Odwróciłam się zaciskając zęby i idąc dalej. Oni wszyscy
nie mieli pojęcia kim jestem, ani co mogłabym im zrobić. Mogłabym, ale nie
teraz. W tym momencie miałam inne zadanie i niewiele czasu na jego wykonanie.
Nie mogłam sobie pozwolić na stratę ani jednej cennej minuty.
Odepchnęłam na boki parę zdezorientowanych osób.
Spojrzeli na mnie nierozumiejącym wzrokiem, po czym jak zahipnotyzowani
powrócili do tańca składającego się z podskoków i wymachów ramion kompletnie ze
sobą niezsynchronizowanych. Stanęłam dopiero przed drzwiami z dużym czerwonym
napisem „NIEUPOWAŻNIONYM WSTĘP WZBRONIONY”. Otworzyłam je pomimo ostrzeżenia i
weszłam szybkim krokiem do środka. Sięgnęłam do tylnej kieszeni jeansów i
wyciągnęłam niewielki czarny pistolet. Od razu poczułam się lepiej i pewniej z
delikatnie ciążącym mi w ręce przedmiotem, którym dzięki jednemu niewielkiemu
ruchowi mogłam zabić niemal każdego.
Kawałek dalej na końcu obskurnego korytarzyka cuchnącego
alkoholem i pleśnią natknęłam się na kolejne drzwi. Na klamce widniała
zawieszka „Nie przeszkadzać”. Ze spokojem weszłam przez nie do gabinetu.
Wyglądał normalnie. Ciemne ściany obwieszone jakimiś kartkami, kalendarzami i
obrazkami, na biurku leżała sterta papierów, trochę z nich musiało wysypać się
na podłogę, ponieważ wokoło na ziemi widniał dość gruby dywan kartek. Niektóre
były zgniecione, albo podarte w malutkie kawałeczki. Za biurkiem natomiast
stało krzesło odwrócone do mnie tyłem, a na nim ktoś siedział. Widziałam
rzadkie ciemne włosy poprzetykane siwymi nitkami. Nic więcej.
-Czekałem na ciebie. – odezwał się ochrypły głos. – Wiem po co przyszłaś.
-Czemu więc tego mi nie dasz? – zapytałam ostro.
-Ponieważ jest to zbyt ważne. Nie może dostać się w
niepowołane ręce. – rzekł i przekręcił krzesło tak, że siedział teraz przodem
do mnie.
Miał szeroką twarz pokrytą kilkudniowym zarostem, a pod
oczami widniały cienie i ogromne worki. Wyglądał jakby nie spał od paru dni.
Może bał się, że znajdę się tu przed nim? Może chciał ochronić to, po co
przybyłam? Nie wiedział, że ja i tak mu to odbiorę? Zawsze wykonuję to, co do
mnie należy i teraz nie miało być inaczej. Nie mogło.
-Jeżeli nie oddasz mi tego dobrowolnie, to będę zmuszona
użyć siły. – mruknęłam nie mogąc powstrzymać uśmiechu na widok jego twarzy.
Grymas przerażenia pogłębił się jeszcze bardziej na jego ustach kiedy zaczęłam
kręcić pistoletem na palcu. – Co ty na taki układ? Ty mówisz mi wszystko co
wiesz i przekazujesz mi potrzebne papiery, a ja może daruję ci życie…
-A jeżeli nie? – starał się powstrzymać drżący głos.
Czułam to.
-A jeżeli nie, to jutro rano Nowy Jork obudzi się o
jednego mieszkańca mniej. – powiedziałam cicho pstrykając palcami.
-Nie możesz mnie zabić! – niemal krzyknął. – Nie
przyszłaś po to. – zaczął kręcić głową – Ty masz wydobyć ze mnie informacje,
ale nie uda ci się to.
-Tak uważasz? – zapytałam z powątpiewaniem.
-Po co miałbym umrzeć, jeżeli tylko ja jako jedyna osoba
w całym mieście, a może i na świecie wiem to, co wam jest tak bardzo potrzebne?
– nabierał pewności siebie.
Nie mogłam dłużej drążyć tego tematu. Facet miał mi tylko
powiedzieć to, co chciałam, a może zostawiłabym go w spokoju. Miał szansę, ale
jej nie wykorzystał. Trudno, jego strata. Wyciągnęłam rękę, w której
dzierżawiłam pistolet wycelowałam i strzeliłam. Mężczyzna upadł z donośnym
wrzaskiem. Przeklinał i krzyczał trzymając się za ranną stopę.
-A co teraz? – zapytałam stojąc nad nim. – Powiesz mi
wreszcie o kogo chodzi?
-Nigdy! – splunął na mojego buta. Strzepnęłam ślinę i
kopnęłam leżącego w postrzeloną nogę. Zaczął jęczeć i zawodzić. Był jednak
nieugięty – Nie! Nie mogę!
Stwierdziłam, że od niego niewiele się dowiem, skoczyłam
więc za biurko wertując po kolei kartki. Musiałam wreszcie natrafić na coś wartościowego.
Niepotrzebne papiery po prostu zrzucałam na podłogę. Po chwili zobaczyłam białą
teczkę z czarnym odręcznym pismem „Tajne”. Już wiedziałam, że to jest właśnie
to czego szukałam. Otworzyłam ją i przejrzałam na szybko strony. Na każdej
powtarzało się jedno imię i nazwisko: Videl Chase. To musiał być on.
-Videl Chase? – zapytałam podejrzliwie. Po wyrazie twarzy
mężczyzny leżącego na ziemi zdałam sobie sprawę, że miałam rację.
-Nie! Zostaw go w spokoju! – zaczął wrzeszczeć – Nie
waż…! – zaczął, ale nie było mu dane skończyć. Po huku wydanym z lufy pistoletu
jedynym dźwiękiem jaki słyszałam było plasknięcie wywołane przez uderzenie
ciała o podłogę i cicha muzyka słyszana z głównej sali klubu. Zadanie wykonane,
mogłam być z siebie dumna. Teraz już tylko pozostało szybkie zmycie się z
miejsca całego zdarzenia i po sprawie. Wiedziałam, że mi się uda. Musiało się
udać.
Viedel Chase. To imię non stop kołatało mi się po głowie.
Byłam niemal pewna, że kiedyś to słyszałam, ale skąd, gdzie i kiedy? Nie miałam
pojęcia. Mój umysł zaglądał do swoich najciemniejszych i najdalszych
zakamarków, a jednak nigdzie w mojej pamięci nie mogłam odnaleźć Viedela
Chase’a. Coś, jakiś cichy głosik jednak szeptał mi ciągle do ucha, że gdzieś
już o nim słyszałam. Jednak jak mogłabym o tym zapomnieć? Tak po prostu usunąć
to wspomnienie? To było niemożliwe. Nie powinnam się tym zamartwiać, ale jednak
nie mogło to mi dać spokoju. Muszę po prostu oddać tą teczkę Szefowi i będzie
po sprawie. Zapewne zostanę przydzielona do kolejnej misji i przy odrobinie
szczęścia otrzymam pochwałę za dobre sprawowanie. Szef, czyli Dan, ale woli jak
zwracamy się do niego „Szefie” to trudny, ale równy gość. Może i nie było łatwo
się z nim zaprzyjaźnić, ale to chyba tak jak ze mną. Po prostu nie ma
skłonności do wyżalania się, rzucania komplementami i tym podobnym. Woli raczej
wyrażanie się wprost, bez owijania w bawełnę niczym w wojsku. Nie miałam nigdy
nic przeciwko temu. Szczerze mówiąc lepiej rozmawiało mi się nawet z Szefem,
niż z resztą ekipy. Nie było nas wielu. Zaledwie dziesięciu. Nie potrzebujemy
więcej. Wystarczy niewielu dobrze wyszkolonych ludzi, a prawie każda misja
zakończona jest tryumfem. To nam jak najbardziej odpowiada.
Szybkim krokiem weszłam do bazy. Przeszłam przez parę
pustych korytarzy prosto do biura Szefa. Zapukałam, po chwili zamek został
odryglowany, a drzwi się otworzyły. Przede mną stanął Yoran, jeden z załogi.
Kiwnęłam głową na znak przywitania, nie odwzajemnił tej oznaki dobrego
wychowania. Minęłam go wchodząc do obszernego jasnego pomieszczenia.
-Witaj. – usłyszałam niski głos Dana. Przede mną stał
wysoki mężczyzna o mocnych rysach twarzy i ciemnych włosach. Mógł być uważany
za niezwykle przystojnego pomimo dość długiej blizny szpecącej jego prawy
policzek zaczynający się od nasady czoła aż po brodę. Nie wiedziałam dokładnie
w jakich okolicznościach się jej nabawił, ale słyszałam wiele pogłosek od
reszty agentów, niektóre z nich były nieprawdopodobne jak to, iż kiedyś Dan
wdał się w strzelaninę i usiłując uniknąć kuli zgiął się w tył, ale kula jednak
zdołała przeorać mu twarz, inne że jakiś bandyta napadł na niego z nożem, a że
Szef nie miał akurat przy sobie żadnej broni musiał odbyć nierówną walkę, w której
wygrał, ale twarz nie zachowała się w całości i wiele, wiele innych. Nie miałam
jednak zamiaru pytać go o to.
-Cześć. – odpowiedziałam po chwili. Mogło to być uznane,
za rodzaj nonszalancji, ponieważ jednak byłam od niego o dobre parę, albo nawet
paręnaście lat młodsza. Ja miałam lat dziewiętnaście, a Dan? To był kolejny
sekret, którego mogliśmy się tylko domyślać. Wyglądał na jakąś trzydziestkę,
ale kto wie, czy pozory nie mylą?
-Misja się powiodła? – zapytał wpatrując się we mnie
czarnymi oczami, jakby chciał odnaleźć cień niepewności lub kłamstwa. Gdybym
teraz powiedziała, że się nie powiodła niechybnie by się na mnie rzucił z
wściekłości. W każdym razie tak wyglądał.
-Oczywiście. – odparłam podając mu teczkę.
Otworzył ją i zaczął przerzucać papiery. Mruknął parę
niezrozumiałych słów, po czym zamknął ją i ponownie spojrzał na mnie.
-Świetnie, możesz już iść.
Pożegnałam się i szybko wypadłam na korytarz. Świetnie.
Teraz byłam wolna. Może jutro będę miała spokój, chociaż w sumie, to nie wiem,
czy chcę siedzieć w swojej sypialni cały dzień. Nieważne.
Ruszyłam do łazienki, później do sypialni i jak
najszybciej położyłam się do łóżka. Po chwili już spałam.
To jest pierwszy rozdział. W sumie dużo nie mówi o głównych bohaterach, ale już niedługo (mam nadzieję) będzie kolejny rozdział.
Myślę, że tutaj będą również inne moje opowiadania, ale nie wiem jeszcze kiedy będę je dodawać :)
Cześć :D


